Kolejny ze spontanicznych rysunków. Spontaniczność - to w końcu podstawa naszej radości, twórczości, kreatywności.
Spontaniczność - cecha, naturalna dla nas jako dzieci, czasami zostaje stłumiona u dorosłych. Może niepoprawnie to ujęłam - człowiek sam w sobie ją tłumi. Powody mogą być różne - bo "obowiązki", bo "nie wypada" być spontanicznym, bo "nie ma czasu". Brak spontaniczności w życiu nazywane jest przez niektórych"zniewoleniem". Jesteśmy w stanie sami siebie zniewolić w imię "czegoś" co roimy w swoich głowach: pracy, sukcesu, powinności. Tymczasem związek w którym brakło spontaniczności - rozpada się, życie w którym tłumiona jest spontaniczność - obrasta w pewien rodzaj smutku, który dusi i tłamsi od środka. Można to oczywiście bagatelizować. Kiedyś i tak to wyjdzie w tej lub innej sferze życia :)
Lepszy efekt osiągnie się, gdy coś jest spontaniczne, czy kiedy jest zaplanowane? Kiedy każdy kawałek jego dokładnie opisany i przygotowany według ustalonego grafiku, czy może jeśli powstanie nagle, będzie dziełem chwili?
Jedno i drugie może przeszkodzić, jedno i drugie może być niezbędne. Ważna jest konkretna sytuacja. Nie ma przepisu na każdą sytuację! A właściwie to... jest :) Liczy się dana, konkretna sytuacja i co jest w danej chwili odpowiednie: spontaniczność, czy planowanie.
Usłyszałam opinię, że ten motyl jest mroczny. Trudno było mi się z tym zgodzić, bo powstał raczej w dobrym nastroju ;) Ale efekt ten wywołały użyte materiały i technika. Aby nadać głębię i "mrok" warto główne elementy pokryć głęboką czernią - tutaj doskonale sprawdziły się miękkie (B i 3B) kredki Pierre Noir. Są "tłuste" i pozostawiają głęboką, nieprzeniknioną, smołowatą czerń. Idealna do naprawdę ponurych pomysłów.
Przyczynę smętnego charakteru tych kredek odkryłam parę dni temu, próbując nimi namalować końską głowę. Przypomina na razie wierzchowca z piekieł, i w dodatku z dziwną naroślą na pysku (jak się coś tymi kredkami krzywo zrobi, to bardzo trudno potem naprawić ten błąd. Właściwie to pogłębia się problem przy każdej próbie korekty.). Być może istnieje na nie jakiś dobry sposób - póki co miękka gumka tylko rozmazuje, a żadna, której do tej poty używałam jeszcze nie poradziła sobie z szarymi plackami pozostającymi po tych kredkach.
Być może ten motyl zagości za jakiś czas na koszulkach lub torebkach? Choć przyznam szczerze - leży ukryty od paru lat, bo nie lubię się dzielić z innymi "mrocznymi" obrazami :) W końcu ujrzał jednak światło dzienne i mam nadzieję, że... znajdzie swooje miejsce i uda mu się wywołać coś dobrego.
Udanego weekendu!

